Report this | Email | Print
Poniższe, krótkie opowiadanie jest tworem kilku osób. Jako takie nie może być spójne ani jednolite stylistycznie, więc musi być traktowane jako zabawa, chociaż ciekawa. Nawet nie podejrzewałem, że ktoś dopisze ciąg dalszy do mojego komentarza. Zebrałem to w całość i dopisałem zakończenie. Pozwoliłem sobie także dokonać kilku poprawek i zmian.
Autorzy:
dwa pierwsze i dwa ostatnie akapity - northrop,
3. akapit - Bartholomew,
4. - jacekkr,
5. - Tiberias,
6. i 7. - Hoper.
---------------


To starszy, niepozorny pan z wąsami. Codziennie chodzi do swojej mało ważnej pracy nie zwracając na siebie uwagi. Od lat według jego planu dnia można by regulować zegarki. Wstaje, je śniadanie słuchając radia, zmienia na jakąkolwiek stację muzyczną, natychmiast wyłącza i idzie do pracy. Spożywając kolację znów słucha melodyjki i następujących po niej cyfr.

Pewnego poranka śniadając nagle zastyga bez ruchu. Trzy, pięć, siedem... - może wraz z monotonnym głosem z radia recytować całą kombinację. Tak naprawdę to jedyny numer, który pamiętał, który był wryty w jego pamięć mocniej niż jakiekolwiek wspomnienie. Przeszedł go dreszcz, serce przyspieszyło tętno, spojówki się skurczyły. Latami czekał by to usłyszeć. "Zaczęło się" - pomyślał. Nie dokończył śniadania, nawet nie kłopotał się by wyłączyć radio. Pośpiesznie się ubrał. Na ulicy minął niczego nieświadome, bawiące się dzieci.

Szedł pospiesznie, ale nie biegł. O nie, nie, nie teraz! Nie pozwoli aby zwykły przypadek - ot ruchoma płyta chodnikowa, nieuważny rowerzysta czy choćby uciekający przed czymś pies przeszkodziły jego niemłodym nogom... zachichotał nerwowo w duchu (choć to zupełnie nie przystało funkcji jaką właśnie pełnił) - dziś jego stare nogi są najważniejsze na świecie! Nogi i klucz! Ciągle trzymając rękę w kieszeni płaszcza przekładał na kółku kolejne kawałki metalu: górny zamek, zamek dolny, piwnica, szafka... jest. Duży, dwupiórowy. Cały czas tam był - ciągle lśniący, ciągle jak nowy, systematycznie polerowany (instrukcja numer 135: poszczególne elementy systemu weryfikacji muszą być utrzymywane w pełnej... i tak dalej). Znał jego ciężar (o, tak) i kształt, który mógł swobodnie odtworzyć z pamięci. Do dziś był to tylko klucz.

Wszedł do ciemnego pomieszczenia, wznosząc wzrok na wysokość okna, znajdującym się ponad niewysokim stolikiem, na którym stała ciężka stalowa skrzynia. Podszedł bliżej i wyjrzał przez okienko jeszcze jeden raz, by napawać się widokiem, który oglądał już tysiące, a może dziesiątki tysięcy razy. Tym razem jednak było w tej scenie coś niepokojącego... Może to świadomość, że tylko on wraz z nielicznymi wiedzieli co tak naprawdę stanie się już za chwilę? A może to poczucie winy tlące się gdzieś w głębi duszy, że wydarzenia nadchodzącej godziny będą także i jego udziałem? To już nie było ważne. Musiał wykonać zadanie. Musiał spełnić polecenia instrukcji numer 135, której słowa recytował bezbłędnie z pamięci. Słowa te, choć zimne i pozbawione duszy zajęły szczególne miejsce w jego sercu, dając mu poczucie spełnienia i odpowiedzialności za coś niezwykle istotnego, wręcz kluczowego, nie tylko dla niego, ale dla tych wszystkich ludzi, których teraz obserwował z wnętrza pokoju. Poczuł nagły przypływ euforii, lecz zdołał się w porę opanować. Położył wciąż drżące dłonie na pokrywie skrzyni i włożywszy klucz do zamka, przekręcił go jeden i drugi raz, aż usłyszał kojące trzaśnięcie mechanizmu, oznaczające, że zawartość metalowego pudła stała przed nim otworem.

Delikatne skrzypnięcie zawiasów pudełka i ujrzał, dość stare metalowe urządzenie, niby radio z poprzedniej epoki; oraz starą pożółkłą kopertę. Wszystko pokryte cienką warstwą kurzu. Dmuchnął na zawartość pudełka, tak, ze szary pył wypełnił na chwilę część pomieszczenia. I znów targnęły nim emocje, poczuł lekki dreszczyk na swoim karku. Przez tyle lat, spodziewał się już, że być może ten moment nie nastąpi. Ale jednak stało się, teraz trzeba wykonać swą misję, bardzo ważną. Właściwie to świadomość, tego jak ważna jest ta chwila w porównaniu z wszystkimi tymi latami, które przeżył nie dawała mu spokoju. Czyż to nie na ten moment czekał? Tak, teraz przeszłość nie będzie już miała znaczenia, nie dla niego.
Drżąca ręką wcisnął czerwony guzik z bocznej strony urządzenia. Odpowiedziało tylko krótkie ciche piknięcie. Podniósł ostrożnie kopertę i schował ja do kieszeni. Spojrzał jeszcze ostatni raz na tajemnicze urządzenie w pudełku i zamknął je, po czym pośpiesznie sunął po stole.
"Zaczęło się... teraz została druga część zadania..." - Powiedział sobie w myślach po czym w pośpiechu wyszedł na zewnątrz. Tylko kilku ludzi na ulicy i ta niepozorna pogoda. Nie podobało mu się to, szedł niby spokojnie ale wewnątrz zaczynał być lekko przestraszony...

Przeszedł kilkadziesiąt metrów i wszedł do starego, odrapanego budynku. W biegu uruchomił małą maszynkę. W głowie miał chaos. Przecież teraz wszystko się zmieni. Całe jego dotychczasowe życie stało się nieistotne. Znaczyło tyle co czas, spędzony w poczekalni w urzędzie. Ne ekranie urządzenia wyświetlił się dziewięciocyfrowy kod. Szybko przepisał go na małą karteczkę, którą miał przy sobie i schował ją do kieszeni. Maszynkę zaś rozbił o ścianę. Podniósł się i przyśpieszonym krokiem doszedł do przyrdzewiałej, metalowej szafy. Zaczął ją pchać z całej siły. Przypomniał sobie dawne lata, gdy ćwiczył tę akcję. Wtedy przewracał ją jednym kopniakiem. Był wtedy młody, zahartowany ćwiczeniami. Zagryzając zęby popchnął szafę z całej siły. Ta ze zgrzytem przesunęła się po betonowej podłodze, odsłaniając pancerne drzwi. Widział je tylko podczas ćwiczeń. Spojrzał na zegarek. Miał mało czasu. Bardzo mało. Ponownie użył klucza. Przekręcił go w zamku dwukrotnie. Cisza. "Te ich durne zabezpieczenia, cholera!" - pomyślał. Pociągnął klamkę. Ta odpadła razem z kawałkiem metalowej obudowy, odsłaniając właściwy system otwarcia - szyfr, jak w starych sejfach. Kod znał na pamięć. Kilkukrotnie przekręcił pokrętło w odpowiedni sposób. Dopiero teraz zamek zazgrzytał. Drzwi z trudem, ale ustąpiły. Oczom mężczyzny ukazał się mały pokoik. Mieścił zaledwie jedno krzesełko i jeden żelazny stół, a na nim duży, czerwony, zabudowany przycisk, oraz klawiatura składająca się z samych cyfr. Dopadł do nich jak do źródła wody po latach spędzonych na pustyni. Z kieszeni wyjął kartkę z kodem, który szybko i bez namysłu wystukał. Po wciśnięciu ostatniego klawisza przezroczysta osłonka czerwonego przycisku odskoczyła. Jeszcze raz zerknął na zegarek. Dwadzieścia sekund. Już był tak blisko wykonania najważniejszego rozkazu. Był tylko trybikiem maszyny, którą uruchamia kto inny. Mimo to czuł wagę tego co robi. Świadom konsekwencji spokojnie usiadł na krzesełku i powtarzał sobie - "wykonuję rozkaz!". Spojrzał jeszcze raz na swój archaiczny czasomierz. Wskazówka sekundnika szybko zbliżała się do pełnej godziny.

Usłyszał kroki. Był zdziwiony, bo tego miejsca nikt nie znał. Nikt, poza...
- Wstań! Nie zrobisz tego! - Wrzasnął młody mężczyzna, który zadyszany wskoczył do pomieszczenia, celując do niego z pistoletu.
- Za późno - uśmiechnął się. Podniósł rękę.
Głośny huk rozerwał powietrze i zagrzmiał niczym piorun w pokoju - kontenerze. Na ściany rozprysnęła się krew. Bezwładne ciało opadło na krzesło. Młodzieniec z bronią, przestraszony sytuacją, do której nie był przygotowany, podszedł bliżej. Na wciśniętym przycisku leżała martwa dłoń. Podniósł leżącą na ziemi kopertę. Lepka od skapującej ze stołu krwi. Wybiega. Ciemność. Otwiera drzwi. Schody. Ciężko dyszy. Podwórko. Pali go w płucach. Dobiega do ulicy. Całe szczęście udaje mu się zatrzymać taksówkę. Piętnaście minut później jest w ambasadzie. Dzwoni. Linia powinna być bezpieczna. W sumie teraz i tak nie ma to znaczenia.

Starszy mężczyzna w mundurze odłożył słuchawkę. Był zdruzgotany. Przegrał, nie panował tym co się działo. Ktoś inny wprawił machinę w ruch. Wiedział, że któregoś dnia ktoś młodszy zajmie jego miejsce. Ale że tak szybko zostanie strącony ze swego miejsca w hierarchii? Nie chodziło tylko o niego. Oni są bezwzględni. Kierowani szaleńczą doktryną Ogarkowa, gotowi podpalić cały świat.

Gdy otworzył drzwi zwrócili ku niemu wzrok. Wszyscy oprócz szczupłego mężczyzny, który zamyślony siedział na krześle. Ten skurwiel od dawna to sobie planował na Łubiance. Tych parę zebranych w pokoju osób miało świadomość, że stary generał już wie. Wszystko się zmieniło. Przez chwilę ciszy panowała przytłaczająca atmosfera.
- Co teraz? - spytał.
Mężczyzna na krześle spojrzał nieobecnym wzrokiem na generała.
- Historia przyspieszyła. Za chwilę od Waszyngtonu po Pekin zbiorą się tak jak my tutaj. Wykonaliśmy pierwszy ruch. Teraz czas na nich. Wiesz czym tak naprawdę się różnimy od dzieci grających w grę planszową? Nikt nie może zrzucić wszystkiego na podłogę i odejść obrażony. Musi wykonać swój ruch.
- A my? Co robimy?
- Czekamy.
Views - Today : 496 Total : 496

Comments :

Characters: 0/30000

Please answer :0 + 0 =

pj9wF1 , [url=http://tvzwowqzhcib.com/]tvzwowqzhcib[/url], [link=http://ihhbsxapamwq.com/]ihhbsxapamwq[/link], http://upghmiykgfol.com/

2011-06-01 04:17


yo1kUh dijgyrvkonol

2011-05-31 22:00


Thanks alot - your answer solved all my problems after svreeal days struggling

2011-05-30 01:52


http://www.litetext.com/dkzf

2010-03-25 13:17